lukisincanada blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 8.2009

    Już pomału staje się Kanadyjczykiem, tak przynajmniej twierdzi moja host mama. Wszystko spowodowane jest tym, że dzisiaj zaspałem na wszystkie msze w kościele (nie byli w stanie mnie obudzić, a msze są o 10 i 12). Większość dnia spędziłem na oglądaniu meczu Blue Jay’s Toronto vs. Red Socks Boston i muszę przyznać, że było przykro oglądać jak łupią nam skórę 0-7. Generalnie mecze baseballu odbywają się codziennie grupami np.(BJ vs RS grali już 4 razy w tym tygodniu) i jest to sport idealny do oglądania- możesz robić wszystko w międzyczasie i wiele nie stracisz, jeżeli tylko skierujesz wzrok na moment rzutu w kierunku telewizora. Ja ciągle staram się rozgryźć zasady.

    Około 13.30 mieliśmy mały meeting, bo jedna z grup z kościoła planuje pomagać samotnym matkom mieszkającym w dzielnicy ubóstwa w Stratford, ale tak prawdę mówiąc to ich pomysły za bardzo do mnie nie przemawiają, dlatego jeżeli macie jakieś historyczne projekty to wrzucajcie je do mnie śmiało. 

    Około 18,30 Katherine odebrała mnie i pojechaliśmy na mecz jej syna  (9 lat). Było bardzo fajnie, ale zimno. Jutro jadę z nimi na mecz do Watreloo ( takie duże miasto 50km stąd). Po powrocie okazało się, że goście, którzy mieli dzisiaj przyjechać już są, a mało tego już jedli przygotowaną przeze mnie lasagne. Przygotowałem ją wbrew wszelkim zasadom nowoczesnej kanadyjskiej kuchni- bez użycia składników gotowych, dlatego spodziewałem się, że może nie do końca odpowiadać. Wszyscy jednak twierdzili, że była znakomita, a moja host mama oddała mi pełną autonomię w kuchni (sama nie przepada za gotowaniem i mówi, że nie umie tego robić-nie miałem jeszcze okazji zewaluować tego stwierdzenia).

     
    A teraz tak jak obiecałem Kanadyjskie wyżywienie:

     
    Śniadanie: Płatki z mlekiem oraz szklanka soku(pomarańczowego z fusami na ogół)
    Lunch : to zależy                 Na mieście :  makaron z  czymś oraz sałatką               
                                                     
    W domu:    kanapka (2-3 szt.) lub kukurydza gotowana (1-2 kolby) lub coś z grilla (bardzo rzadko,  a wtedy na kolację kanapka

    Kolacja: mięso z grilla z gotowaną kukurydzą i jakimś innym gotowanym warzywem (najczęściej),  lub sama kukurydza lub coś innego.
     

    Generalnie spożywa się mało chleba- standardowe opakowanie chleba tostowego   starcza na 1-2 tygodni (jedyne spożywane pieczywo).

    Mięso spożywa się  1 raz dziennie w dowolnej postaci (nie jest to spowodowane ceną, bo kosztuje za 1kg nieraz mniej niż 1kg warzyw).

    Produkty spożywa się w postaci tak jak się je otrzyma ze sklepu, lub z niewielką obróbką. (kukurydzę się gotuje z solą, mięso kładzie na grilla i to jest kolacja).

    Większość produktów(płatki, sosy, soki, mleko ect.) jest modyfikowana, żeby dostarczać więcej minerałów i innych potrzebnych składników oraz mieć mniej tłuszczu.
    Pomimo wydawać by się mogło ubogiej diety czuje się człowiek tu znakomicie, co potwierdzają wyniki badań (dieta kanadyjska zdrowsza od śródziemnomorskiej), a także fakt, że suplementując 30g białka dziennie moje mięśnie odbudowują się błyskawicznie( po 2h jazdy rowerem i 1,5h siłowni następnego dnia nic mnie nie bolało)

    Większość Kanadyjczyków modli się przed posiłkiem na którym jest mięso lub kukurydza.

     
    Jeszcze tylko dwa dni do rozpoczęcia roku szkolnego.

    Z dnia na dzień robi się coraz zimniej. Nawet najstarsi Kanadyjczycy nie pamiętają takiego zimna w sierpniu. Dzisiaj wybrałem się na dwugodzinny trening na rowerze. Rozeznawszy się w kierunkach wiatru zdecydowałem, że jeżeli pojadę Perth Road 119 North nie będę jechał w żadną stronę pod wiatr. Założenie jak najbardziej mylne, bo okazało się, że w międzyczasie wiatr zmienił kierunek i moja droga powrotna była całkowicie pod wiatr. Po powrocie wypiłem kubek zimnego mleka. Kanadyjczycy piją mleko do wszystkiego (prosto z lodówki), nawet do grillowanej wołowiny. Drugim jest ono sprzedawane w przeźroczystych workach o pojemności 1,75l, które trzyma się w dzbanuszku (nasz jest z krówką :P). Pakowane są one po 3 szt.  W torebkę z opisem, wartościami odżywczymi, ect. Taki zestaw kosztuje 3,99 CAD (bez podatku 13%) 3 osobowa rodzina spożywa go w ciągu 1-1,3 dnia, a mleko kartonowane nie występuje w sklepach.  Drugim ulubionym napojem Kanadyjczyków jest woda z filtra Brita trzymana w lodówce w tym urządzeniu. Zresztą nie spożywają oni praktycznie żadnego ciepłego napoju oprócz kawy i jestem przekonany, że nie zmienia się to przy minus dwudziestu :D.  Byłem na kolacji u mojej przyszłej host rodziny. Kevin przybył z Irlandii do Kanady 20 lat temu. Jest szefem kuchni w lokalnej restauracji (jednej z trzech najlepszych :D), było naprawdę smakowicie i po raz pierwszy się najadłem do syta (w złym tego słowa znaczeniu), bo dzięki wspaniałej kanadyjskiej diecie straciłem już 8 funtów, a czuje się świetnie jak nigdy nawet pomimo morderczych treningów, więc musi być bardzo zdrowa.  Jutro opiszę wam menu Kanadyjczyków :D

    Na wstępie chciałem przeprosić wszystkich, którzy dzisiaj rano się obudzili I nie mogli przeczytać przśniadaniu moich najnowszych przygód, ale mam za to dla was niespodziankę….. dzisiaj będziecie mogli przeczytać, co działo się podczas dwóch dni :D  Najciekawszą częścią wczorajszego dnia była wizyta u mojego YEO (opiekuna prawnego). Katherine mieszka na farmie, gdzie hoduje jedynie konie. Ma dwóch synów i córkę, która podjęła się trudnego zadania nauczenia mnie jak się jeździ (sama to zaproponowała). Wracając do tematu po kolacji i załatwieniu wszystkich oficjalnych spraw, a jest ich trochę zająłem się standardową grą w piłkę nożną z chłopakami. Muszę przyznać, że jak na jedenastolatków byli naprawdę dobrzy. Dzisiejszy dzień rozpocząłem od małego joggingu. Niestety zrobiło się strasznie zimno i deszczowo L, więc za wiele nie miałem do później do roboty (moja rodzina bardzo dba o czystość i porządek na co dzień, więc nie ma czegoś takiego jak wielkie sprzątanie). Nie zważając na deszcz i inne pogodowe przeciwności wybrałem się na wycieczkę rowerową. Miałem potrzebę zakupu plastrów na odciski, mam nadzieję, że pomogą. Wszystkim, którzy planują zakupy z działu kosmetyki, leki, ect. Polecam „Shop pers drug store” mają wszystko i zawsze jakieś dobre promocje.  A jak jesteśmy przy rowerach to dorzucę jeszcze moje spostrzeżenie na temat aktywności fizycznej Kanadyjczyków. Uwielbiają oni sport- niewiele jest tutaj osób bardzo otyłych, choć z drugiej strony to należę tutaj do wagi koguciej :D Lecz jeszcze bardziej od sportu uwielbiają swoje samochody, dlatego aby przebiec 3 kółka wokół rzeki przyjadą truckiem (pick-up), zamiast przybiec z domu i zrobić 2 kółka. Byłem też z moją host rodziną w kinie. Wybraliśmy się na Inglorious Basterds. Film o oddziale żydowskim zabijającym Niemców, by Quentin Tarantino. Wg lokalnych recenzentów najlepszy film roku. Byłem zdziwiony, że w ogóle mamy kino w Stratford (wg relacji wielu osób niema). Filmy są wyświetlane bardzo rzadko, a bilety po 9 CAD (w Stanach można trafić nawet po 1,5 USD), ale dobre i to :D. Film nie zawierał w sobie ani odrobiny gustu. Można by było to zrzucić na karb artystycznej ekspresji, gdyby nie fakt, że mówi on, że Hitler został wysadzony w Paryskim kinie przez grupę żydowskich partyzantów, którzy wcześniej przez ponad rok skalpowali w lasach Francji niemieckich żołnierzy. To niebezpieczna ingerencja w historię.  Już tylko parę dni do szkoły :D

    Dziś rano byłem na umówionej wizycie w szkole. Bardzo miły pan w administracji wytłumaczył mi, że niestety, ale z kursów które wybrałem tylko połowa jest oferowana (co ciekawe wybierałem z ich tegorocznego katalogu :D ) i jak to mówią skończyło się rumakowanie :D Mój lekki i przyjemny rozkład lekcji został zamieniony na …. Hmm no właśnie. Jak ujął to Pan z administracji „w szkole jest może jedna osoba o trudniejszym programie, ale nie martw się zawsze możesz się przepisać”. On nie wie jeszcze jak twardy jest polski uczeń :D Ale jak mi się zdaje wy ciągle nie znacie mojego sławnego planu (będzie takim po jutrzejszym spotkaniu Rotary, gdzie moja YEO pochwali się wszystkim co wybrałem) :  Semestr I:                                                    Semestr II: Historia Świata AP                                    Matematyka zaawansowane funkcjeAngielski AP                                               FizykaBiologia AP                                                 Matematyka statystykaAngielski Pisanie                                       Chemia (a miałem się z nią pożegnać po I klasie  :P) AP- Advanced Placement  :
    http://en.wikipedia.org/wiki/Advanced_Placement
       lecz prawdę mówiąc za wiele to tam nie ma.
     Prosto ze szkoły pojechałem do lokalnego Health Unit na szczepienia. Po wejściu do nowoczesnego budynku musiałem umyć ręce (była bramka taka jak w metrze) specjalnym środkiem dezynfekującym. Co ciekawe osoby kaszlące lub przeziębione musiały pobrać z dyspensera i założyć maseczkę ochronną.  Wypełniłem kwestionariusz i usiadłem w poczekalni. Tutaj personel nie nosi ubrań szpitalnych, więc ciężko jest rozpoznać, kto jest pracownikiem.  Wypełniłem kolejną ankietę o uczuleniach,  zaburzeniach i czy jestem obecnie na coś chory (to w zastępstwie badania lekarskiego) i dostałem swoją igłę.  Podobno za 5 dni powinienem mieć wysoką temperaturę i dreszcze, ale mogę też na przykład dostać opuchlizny jak przy śwince. Już nie mogę się tego doczekać :D Najmilsza niespodzianka spotkała mnie jednak przy wyjściu, gdzie dowiedziałem się, że szczepienia ochronne są bezpłatne ( różnie to bywa po tej stronie oceanu, a ubezpieczenie tego nie pokrywa).  Na zakończenie dzisiejszego dnia miałem trening smoczych łódek. Prawdę mówiąc nie podobało mi się to wcale. Nawet się nie zmęczyłem, ale to w sumie nic dziwnego licząc, że obok mnie siedziała piętnastolatka z rękami jak trzcinki :D Mam nadzieję, że damy radę w dniu zawodów :D

    Dzisiejszy dzień rozpoczął się o 6:30, bon a 7 musiałem być na spotkaniu Rotary. Moja host mama została odznaczona na nim medalem Paula Harrisa (najwyższym odznaczeniem) za zasługi na rzecz Rotary International. Ze spotkania wracałem Ferrari 308 GTS cabrio z roku 83. Było cudownie, a mam obiecaną przejażdżkę testarosą, która jak twierdzi właścicielka obu maszyn brzmi jeszcze piękniej :D Standardowo odbyłem trening, a potem zwiedzałem szkołę z Ellen (starszą siostrą Laury, która wyjeżdża w przyszłym roku na wymianę do Europy, ale jeszcze nie wie gdzie- może do Polski :D) Zjedliśmy kolację i razem z jej bratem (12lat ) graliśmy w WII. A jutro czeka mnie pierwsza wizyta w tutejszej służbie zdrowia.

    :D

    1 komentarz

    Mając chwilę czasu przed południem doprowadziłem rower do porządku, a przynajmniej tak mi się wydawało. Odbyłem standardowy trening, a w  drodze do domu okazało się, że droga hamowania wynosi ponad 100m :D:D:D 

    Wieczorem odbyłem nieoficjalne spotkanie w barze (spokojnie piłem wodę mineralną) z zarządcą lokalnego hrabstwa (tłumaczenie z ang.). Było naprawdę fajnie. Najciekawsza była jednak jej Mazda z rejestrację samochodową ze znaczkiem Rotary i numerem rejestracyjnym 6630 :D

    .A i nareszcie udało mi się kupić aparat (będzie tu za parę dni, więc nareszcie będę mógł uraczyć was jakimiś poruszonymi zdjęciami :P

    Dzisiejszy dzień rozpocząłem standardową miseczką Kellogsów :D Moja rodzina należy do Memorial Baptist Church, więc udałem się z nimi do kościoła baptystów. Muszę przyznać, że nigdy nie uczestniczyłem w ich liturgii i obawiałem się, że nie będę wiedział, jak się zachować. Okazało się, że trafiliśmy na zakończenie tygodniowego kursu biblijnego dla dzieci. Co mnie zaskoczyło??? Brało w nim udział 142 dzieci, przez te pięć dni opiekowało się nimi bezpośrednio 70 osób (nie wszyscy w jednym czasie, ale co najmniej 30 osób na raz.) Wiele z nich brało urlop w pracy, żeby pomóc. W całe przedsięwzięcie zaangażowanych było ponad 120 osób. W piątek odbył się festyn (pisałem o tym}, w którym udział wzieło ponad 1400 osób. 110 wyraziło chęć bliższego zapoznania się z wiarą chrześcijańską.  Jak uda mi się zdobyć to zamieszczę parę zdjęć, żeby pokazać ogrom pracy włożonej w to przedsięwzięcie. Ale wracając do tematu. W miejscu modlitwy nie było ołtarza. Pastor ubrany był w taki sam zielony T-shirt jak wszyscy którzy brali udział w tygodniu biblijnym. Z okazji pogrzebu przytoczył cytaty z biblii wyjaśniające sens śmierci, co muszę przyznać było bardziej pouczające niż wszystko co do tej pory słyszałem- nareszcie osąd Pisma został pozostawiony mojej osobie z lekkim nakierowaniem na co powinienem zwrócić uwagę(generalnie są dobrzy w piśmie). Następnie były nauki dla dzieci. Co ciekawe nie bajeczki w stylu :”bądźcie dobrzy, bo jak nie to was Bozia pokara”. Baptyści wierzą, że jedynie sławiąc Boga zyskają odkupienie, dlatego dzieci uczono jak ważne jest przekazywanie informacji o Bogu innym ludziom. Po drodze odbyło się parę modlitw ( coś na kształt podziękowań za to co dobrego działo się w parafii, żadnych formułek). Następnie większość osób poszła na dwór zjeść przyniesiony ze sobą lunch.  Cała modlitwa trwała ok. 2h, ale było to niesamowite przeżycie. Bóg był naprawdę blisko (przynajmniej taki jakiego sobie wyobrażałem wcześniej) , a jeżeli ktoś chce posłuchać jakiej muzyki używano do modlitwy niech wpisze w youtube.com : God Rocks (trochę inne klimaty niż Polska muzyka kościelna).  Odkrycie nr2. Kanadyjczycy uwielbiają jeść na mieście nawet jeżeli nie ma to sensu. Po kościele ok. 11.50 poszliśmy do restauracji (coś bardziej na kształt Fast foods), żeby zjeść……….. śniadanie :D:D:D Muszę przyznać mieli tam wyśmienitą Cesar Salad :D Odwiedziłem jeszcze dzisiaj mojego counselora. Miałem tylko pożyczyć rower, a skończyło się na ponad godzinnej pogawędce. Jest naprawdę miły i jadę z nim na ryby podczas długiego weekendu (4,5,6,7,8 września)na wyspę do ich chatki :D A jest również szansa, że zabiorę się z nimi do ich domku na Florydzie jak będą jechali :D (to koniec listopada/grudzień). A pozatym czeka mnie dużo pracy bo w zimie trzymają rowery na podwórku, a szkoda bo dobry sprzęt to był L

    Dzisiaj byłem na tradycyjnym kanadyjskim bazarze. Kto z was kupiłby funta ziemniaków za 3 CAD (ok. 8,40zł ) albo morele po 4CAD za funta.  Z drugiej strony patrząc wszystko wyglądało tak świeżo i naturalnie. Z tego co zauważyłem w Kanadzie nie pryska się przeciwko chwastom, nieraz pole zboża jest w połowie żółte , a w połowie zielone. Następnie zrobiłem kruche ciasteczka z cukrem,  wszyscy nie mogli się nadziwić, że nie były z torebki :D   Udało mi się także zagrać pierwszy mecz : byłem na boisku, kiedy przybyła dziewczęca drużyna z Grade 7 (nasza pierwsza gimnazjum) z rodzicami, żeby zagrać mecz. Dołączyłem do nich i muszę przyznać, że grali naprawdę nieźle, a co ważniejsze brat jednego z nich gra w lokalnej drużynie. Chcą żebym dołączył od następnego sezonu :D

    Ponieważ obawiam się, że nie dam rady nadrobić zaległości pozwólcie drodzy czytelnicy, że zadowolę was krótką listą rzeczy, które się działy. Zanim jednak zaczniecie się cieszyć, to muszę was uprzedzić, że od tej pory będę pisał regularnie :D  Poniedziałek ciąg dalszy:-Wizyta w szkole-Poznałem swojego YEO-zakupy z  Mariana i Etnie-pierwsza wizyta na lokalnym boisku-wizyta u Rotarian-dużo dużo spania Wtorek:-Spotkanie porannego klubu Rotary 07:00 AM-Wyrobiłem kartę biblioteczną i członkowską w YMCA  (maja super siłownie i basen )-Wizyta w domu spokojnej starości w Listowel, zjedliśmy tam lunch, który miał być w europejskim stylu, ale tutaj wszystko smakuje inaczej :( -Pierwszy trening na siłce publicznej :D (maja nawet saunę )- Pojechaliśmy na spektakl „Hockey Mom. Hockey dad” do Boyth Środa:-Nie chcieli  mi otworzyć rachunku w Scotiabanku, ale dali za to oficjalne pismo z odmową, na które musiałem czekać pół godziny???-W Kitchener nabyłem telefon.-Trening i wczesne spanie :D  Czwartek:- Spotkanie na lunch w drugim klubie Rotary-Trening-Wizyta w teatrze w  na musicalu Evita (Eva Peron) było niesamowicie I powracam do narracji na bieżąco :D  Dzisiaj mieliśmy robić z Carol ciasteczka na pogrzeb  19-letniego chłopaka, który zmarł na raka. Był kapitanem szkolnej drużyny siatkówki. Niestety Carol miała w tym czasie wizytę u lekarza więc pojechałem z Kenem przywieźć ich troje wnucząt z Mitchel. Będą w Stratford do popołudnia w sobotę. Są naprawdę miłe, choć strasznie hałaśliwe. Zjedliśmy lunch w Boston Pizza- mają tam pyszne spaghetti z frutti di Mare :D Później odbyłem standardowy 3 godzinny trening (niestety lokalna drużyna kończy jutro sezon i nie będą trenować, aż do wiosny :( ) Ledwo co żywy wróciłem do domu, lecz nie było mi dane odpocząć. Dowiedziałem się, że na lokalnym festynie można spotkać Feli (muszę sprawdzić pisownię)- dziewczynę, która była rok w Niemczech na wymianie, a teraz będzie chodziła do Grade 11 w Central.  Był to festyn religijny dla dzieci organizowany przez lokalny kościół baptystów. Co dziwne ludzi było tyle, że ciężko było się przecisnąć, a teren był ogromny. 

    Jak pewnie zauważyliście po braku nowych wpisów jestem bardzo zajęty, dlatego tym bardziej cieszę się, że znalazłem chwilkę, żeby podzielić się moimi dalszymi dziejami.  Już podczas lądowania na lotnisku Pearson Intl pojawiły się u mnie pierwsze obawy. Ten budynek to nie Okęcie czy Dusseldorf, ciągnie się kilometrami I ma pewnie ogromną liczbę terminali. Na pewno będę miał problem ze znalezieniem mojej host rodziny. Zaraz po wyjściu z samolotu, odbyła się pierwsza kontrola. Sprawdzali paszporty I cel wizyty. Byli bardzo przyjaźni, na fakt, że będę się tu uczył odpowiedzieli: „ Good to you”. Będę to zresztą jeszcze słyszał od większości nowo poznanych osób. Po przejściu paru kroków napotkałem kolejny dylemat., Użyć normalnego taśmociągu, czy tego o nazwie speedway (nie wiedziałem, dokąd prowadzą). Postanowiłem zaryzykować I wybrałem szybszy sposób poruszania się. Była niezła jazda prosto pod bramki kontroli wizowej. Tam hindus w turbanie skierował mnie do kontroli imigracyjnej. W pierwszej chwili myślałem, że jest uprzedzony, jednakże potem dowiedziałem się, że tylko tam mogą wystawić właściwą wizę. Tak więc po odpowiedzeniu na kilka pytań I otrzymaniu pozwolenia A4 :P zostałem oficjalnie wpuszczony na terytorium Kanady. Niestety jedna z moich walizek nie otrzymała takiej szansy. Przypuszczam, że posądzili ją o chęć nielegalnego podjęcia pracy :D Załatwienie niezbędnych formalności z tym związanych zajęło mi ponad godzinę. Najważniejsze to nie być w kłopocie samemu, więc dodano mi do towarzystwa ok 20 Polaków z tego samego lotu. Jedna rodzina przyleciała na 2 tygodnie I stracili wszystkie 4 walizki. Na szczęście jak się potem okaże nie na długo. Pani w okienku wyjaśniła, że bagaż z powodu braku miejsca w luku pozostał w Dusseldorfie I doleci następnym lotem. Swoją drogą Lufthansa jest szczególnie dobra w gnębieniu naszych rodaków, bo nie dość, że biją to jeszcze ze 100% pewnością potrafią określić, który bagaż jest drugiej kategorii. Była 16: 10 (wylądowałem o 14: 40), miałem nadzieję, że się nie rozmyślili. Jak się okazało na szczęście nie :D  Udaliśmy się na parking, gdzie odszukaliśmy terenowego Pontiaca I wyruszyliśmy w drogę. Muszę przyznać, że autostrady mają tu dziurawe, ale co dziwne nikt nie narzeka. Po drodze dowiedziałem się, że Carol- moja host mama I Ken, (który został w domu) – host tata prowadzili kiedyś gospodarstwo. Potem Carol zajęła się polityką, była członkiem czegoś na kształt rady powiatu. Pomagała kobietom z rodzin rolniczych zakładać swoje własne przedsiębiorstwa (ma na kącie ponad 500 założonych firm) I otrzymała za to nagrodę prowincji za wkład w rozwój lokalnej społeczności. Jechała z nami także Mariana, która jest wymieńcem z Argentyny. Jeszcze podczas drogi zadzwonił Etnie (mam nadzieję, że poprawnie napisałem) z zaproszeniem na kolację. Jak się później dowiedziałem Etnie I Margi są host rodzicami Mariany, a Carol jest jej YEO (jest odpowiedzialna za jej sprawy prawne).  Na kolacji poznałem również Karola I Thomasa (synowie Etnie I Margi) oraz Queenie małego pieska, który uwielbia lizać ludzi po nogach. Zjedliśmy prawdziwe grillowane burger I już przymierzaliśmy się do deseru, kiedy odwiedziło nas jeszcze małżeństwo Rotarian z porannego klubu. Zapomniałem napisać, że tutaj znajomi odwiedzają się non-stop I to bez zapowiedzi :D.  Ten dzień mnie wykończył, byłem przecież ponad 27 godzin na nogach.  Następnego dnia wstałem o 7:00 zjadłem tradycyjne Kellogs’y  I udałem się z Carol I Kenem na zwiedzanie miasta. Carol I Ken są już na emeryturze, ale nie zaprzestali aktywnego życia. Są wolontariuszami w Banku Żywności, lokalnym Kościele Baptystów oraz porannym klubie Rotary. W Stratford są dwa kluby poranny i w porze lunchu. Jest to bardzo rzadko spotykane. Ale wracając do tematu. Pomogłem Kenowi w wybieraniu żywności pozostawionej w koszach ustawionych w każdym markecie, którą następnie zawieźliśmy do banku. Carol pokazała mi jak on funkcjonuje. Muszę przyznać, że jest bardzo zbiurokratyzowany. Następnie pojechaliśmy po Mariane. Niestety po drodze zaczęło padać, więc pojechaliśmy na lunch do Crabby Josa. Zjedliśmy tam spaghetti z krewetkami-mają tu wspaniałe wielkie krewetki :D Następnie Ken stwierdził, że jest zmęczony, więc powrócił z Carol do domu, a ja z Mariana pozostaliśmy zwiedzać centrum miasta. Zobaczenie wszystkiego nie zajęło wiele czasu, więc wkrótce pomaszerowaliśmy w kierunku jej domu. Na miejscu był Etnie, który sprzedaje fundusze inwestycyjne, więc pogadaliśmy o gospodarce zajadając przepyszne lody.   


    • RSS