Sobota Przed nami była masa pracy- trzeba było wykonać 3 kursy na ląd i powrotem (1h w obie strony każdy). Dla takiej misji potrzeba prawidłowego śniadania, a nic tak nie krzepi jak omlet.  Rozpocząłem krojenie składników i… odciąłem sobie kawałek palca. Na szczęście na boku więc dalej zachowuję symetrię :D (dla nielicznych osób, które by się martwiły, nic prawie się nie stało tylko parę milimetrów z boku i już się prawie zagoiło). Około 14 na wyspę dotarli już wszyscy, w tym moja licencja wędkarska i mogłem rozpocząć połów. Namiętnie zarzucaliśmy wędki w różnych częściach wyspy, ryby próbowały naszych sztucznych robaczków, ale żadna nie chciała się nadziać. Jack złowił pierwszą około 11 w nocy, był to Rock Bass (Pol. Bass Czerwonooki), który nie zawiera zbyt wiele mięsa, więc go wypuściliśmy. Jakiś kwadrans później udało mi się złowić odrobinę mniejszą sztukę. Zadowoleni z połowu udaliśmy się na zasłużony wypoczynek, bo przecież od rana trzeba znowu łowić :D