Właśnie skończyłem moją najnowszą pracę – opowiadanie I w związku z tym naszedł mnie szereg refleksji o szkole. 1)Wcale nie jest tak łatwo jak się spodziewałem. Moja szkoła ma renomę najlepszej w School Boardzie (taka organizacja zarządzająca szkołami w hrabstwie, każde ma swoją) i w związku z tym wymagania są ostre. Żeby dostać 4(najwyższa ocena) to muszę naprawdę się przyłożyć, a co ciekawe, w porównaniu do moich znajomych na wymianie w Stanach nie mam samych 4. Co w znacznej mierze związane jest z tym, że mam prawie same języki i geografię (nawet na  historii[i każdym innym przedmiocie] 25% oceny to poprawność językowo-gramatyczna pracy, a kolejne 15% to strona formalna. Nauczyciele oceniają to szczególnie surowo). 2) Prace długie pisemne (essay, opowiadanie, artykuł, wypracowanie, praca badawcza) wymagają załączenia wszystkich materiałów które powstały przy produkcji tego dzieła. Dla przykładu, mój essay na 3 strony oddałem w pakiecie liczącym 15 stron. A moje najnowsze opowiadanie, które Załącze w kolejnym poście liczące 5 stron oddam jako 21 stron. Generalnie zasada jest taka : musisz oddać down draft, up draft i dental draft + kopie finalną. Nauczyciele zwracają uwagę na proces edycji pomiędzy kopiami i to jest warte 25% oceny. Dodatkowo do wielu prac dostaje się dodatkowe wykresy, tabelki, załączniki. Aż boje się myśleć ile stron będzie liczył pakiet który oddam w styczniu z artykułem na Writers’ Craft (sam artykuł od 15-20 stron) :D