lukisincanada blog

    Twój nowy blog

    Piątek

     Dzisiejszy dzień rozpocząłem w wielkim pośpiechu. Między 10, a 11 miał przyjechać po mnie Gary mój counselor. A ja po poprzednim dniu byłem tak padnięty, że spałem do 9 :D, a trzeba się przecież jeszcze spakować. Skończyło się na wrzucaniu do walizki czego popadnie, bo przecież nie wiem kompletnie, co może się przydać. Po 5h jazdy dotarliśmy na miejsce nad   Lake Weslemkoon. Byłem zachwycony. To trudno jest opisać, dlatego postaram się załatwić jakieś zdjęcia (mój aparat jest ciągle w drodze). Po dotarciu na wyspę sprawdziliśmy wszystkie 3 chatki, zjedliśmy burgery z rusztu i przez resztę wieczoru graliśmy w Scrabble (przegrałem tylko 60 punktami i jestem z tego dumny). Przygodę miałem dopiero nocą. Tylko jedna z chatek jest wyposażona w łazienkę, pozostałe mają wychodek (nie muszę dodawać, że nasza nie miała). W środku nocy udałem się poza domek i w tym momencie słyszę- auuuuuuuuu (cos na kształt wilka). Muszę przyznać, że było to trochę niepokojące. Dopiero rano dowiedziałem się, że był to ptak Luna, który ma tę cudowną właściwość, że nurkuje w poszukiwaniu ryb nawet na 60 metrów pod powierzchnię.

    Czwartek

     Na historii dowiedziałem się, że na poprzedniej lekcji skończyliśmy średniowiecze (w ciągu jednej lekcji).  Dwie najbliższe poświęcimy na renesans, a następnie przejdziemy do reformacji.  Przez całą lekcję oglądaliśmy film o florenckiej rodzinie Medici. Notabene polecam.  Na angielskim omawialiśmy sposoby rozwiązywania testów zamkniętych (do Ontario Literatur Test). Geografia kolorowanek ciąg dalszy. WC i tu znowu męka. Interpretowaliśmy fragment Mrs. Dalloway oraz uczyliśmy się jak pisać Memoire (1000 słów na przyszły czwartek), a i zapomniałbym dostaliśmy cały bukiet felietonów około 80str do przeczytania na wtorek.  Generalnie nie wytrzymałem i poszedłem zapisać się na rozmowę w sprawie zmiany kursów, choć  zaraz po powrocie do szkoły pójdę to odwołać.

    Środa

    Historia to przyjemny przedmiot. Dzisiaj omawialiśmy realia XIV Europy. Coś co u nas robi się w 4 klasie podstawówki :D Na tym niestety kończą się przyjemności, na angielskim omawialiśmy poetyckie środki stylistyczne (dużo więcej niż na Polskim), a na jutro mam całą listę 50 pozycji do których muszę wymyślić przykłady (będzie się działo). Na Geo kolorowanie mapek, więc fajnie jest. Writer’s Craft. Lepiej nie wspominać, znowu strona A4 do napisania i jeszcze więcej długoterminowych projektów (3 nowe). Po lekcjach poszedłem do departamentu od sportu dowiedzieć się gdzie mogę grać. Akurat na tapecie jest siatkówka, więc poszedłem na trening. Pierwsze wrażenie- jestem niski, pozostali byli min 6in wyżsi. Dam radę, ale pisanie znowu okazało się męką do północy. Na szczęście w piątek wyjeżdżam z Garym na długi weekend, więc będę miał czas na odległe projekty.

    Na wstępie chcę przeprosić wszystkich zainteresowanych moim życiem za niedogodność czekania na nowe wieści, ale zostałem chwilowo przygnieciony przez rzeczywistość, ale zacznę od początku. Pierwszego września był pierwszy dzień w szkole, dlatego musiałem zadbać, żeby moja koszula była vizirowo biała. Na szczęście po tej stronie oceanu nie mają vizir, bo ładnie bym wyglądał pośród metali, emo i skatów. Razem z Marianna (Exchange student z Brazylii) udaliśmy się do szkoły po spotkaniu Rotary. W środku panował straszny tłok, ale udało mi się dowiedzieć,  że ciągle nie mam historii na pierwszej lekcji, In fact nie miałem na niej nic.  Już myślałem, że będę się nudził (nie znałem jeszcze nikogo w szkole), kiedy spotkałem Ellen. Wtedy się zaczęło. W ciągu 15 minut jakie dzieliły mnie od rozpoczęcia się pierwszej lekcji poznałem ok. 50 osób, których imion do dzisiaj nie pamiętam, choć często z nimi rozmawiam (stanowią ok. 30 % osób, nie zaliczanych do różnych podejrzanych subkultur i 60% reprezentacji szkoły we wszystko). Przez pierwszą lekcję, która z przyczyn technicznych trwała ponad 2h zegarowe rozmawiałem z Briette i Kate. Muszę zasmucić wszystkich. Nie zadawały pytań w stylu: „czy w Polsce jest noc?” (rzeczywiste pytanie zadane Gugixowi w Kentucky) oraz nie miałem problemu z zamkiem kodowym do szafki. Jeżeli kogoś rozczarowałem trudno. Moją pierwszą lekcją był angielski. Nie działo się na nim za wiele głównie sprawy organizacyjne.  Niestety poznałem tylko sporo dziewczyn, bo faceci byli mało rozmowni, co jak się później dowiedziałem metale nie zadają się z Ramami ( Gunter the RAM(kozioł) to nasza szkolna maskotka, ale również nazwa osób w różnych szkolnych drużynach sportowych, jeszcze nigdzie nie grałem, ale widać widzieli mnie w towarzystwie innych), a piątoklasiści nie zadają się generalnie z młodszymi( piątoklasiści to Ci co zostali jeszcze jeden rok po Grade 12 żeby poprawić oceny, bo chcą wyższe stypendium, albo jeszcze jeden rok zabawy) niby jestem pierwszy rok tutaj, ale uznali mnie z racji wieku za swojego. Po angielskim miałem geografię- szumnie nazwaną World Issues. Fajna zabawa, choć  uchodzę tam za geniusza :D, bo nikt inny nie umiał wskazać na mapie z pamięci 20 krajów na świecie. Na przerwie pomiędzy geografią i Writer’s Craft   poznałem Sebastiana (nie jest z Polski), który jest zagorzałym komunistą. Jego znajomość materii mnie zbiła z nóg. Wiedział więcej o komunizmie w Polsce niż ja. (Umiał wymienić wszystkich towarzyszy pierwszych sekretarzy partii z pamięci razem z datami, a także znał co robili ect. I to dla wszystkich krajów naszego regionu). Rozmawialiśmy po cichu przez pół pisania (praca w grupach). Wtedy jeszcze byłem nieoświecony i nie wierzyłem w to co mówi Ms. Scott, że jeżeli ktoś nie kocha pisania  to umrze na jej lekcji.  Przekonałem się o tym przy pracy domowej. Do grudnia mamy napisać felieton na 10 000 słów z co najmniej trzema primary sources, a na następną lekcję próbkę naszego pisania na stronę A4 (400 słów). Skończyłem o północy i odłożyłem blogowanie na następny dzień. Dziś wiem, jak bardzo się myliłem. P.S zapomniałem napisać, że już dzwonili ze szkoły do domu, ale tylko żeby powiedzieć, że zmienił mi się plan i mam historię  jutro rano :D

    z przyczyn technicznych notatki nie bedzie :( napisze ją jutro.

    Już pomału staje się Kanadyjczykiem, tak przynajmniej twierdzi moja host mama. Wszystko spowodowane jest tym, że dzisiaj zaspałem na wszystkie msze w kościele (nie byli w stanie mnie obudzić, a msze są o 10 i 12). Większość dnia spędziłem na oglądaniu meczu Blue Jay’s Toronto vs. Red Socks Boston i muszę przyznać, że było przykro oglądać jak łupią nam skórę 0-7. Generalnie mecze baseballu odbywają się codziennie grupami np.(BJ vs RS grali już 4 razy w tym tygodniu) i jest to sport idealny do oglądania- możesz robić wszystko w międzyczasie i wiele nie stracisz, jeżeli tylko skierujesz wzrok na moment rzutu w kierunku telewizora. Ja ciągle staram się rozgryźć zasady.

    Około 13.30 mieliśmy mały meeting, bo jedna z grup z kościoła planuje pomagać samotnym matkom mieszkającym w dzielnicy ubóstwa w Stratford, ale tak prawdę mówiąc to ich pomysły za bardzo do mnie nie przemawiają, dlatego jeżeli macie jakieś historyczne projekty to wrzucajcie je do mnie śmiało. 

    Około 18,30 Katherine odebrała mnie i pojechaliśmy na mecz jej syna  (9 lat). Było bardzo fajnie, ale zimno. Jutro jadę z nimi na mecz do Watreloo ( takie duże miasto 50km stąd). Po powrocie okazało się, że goście, którzy mieli dzisiaj przyjechać już są, a mało tego już jedli przygotowaną przeze mnie lasagne. Przygotowałem ją wbrew wszelkim zasadom nowoczesnej kanadyjskiej kuchni- bez użycia składników gotowych, dlatego spodziewałem się, że może nie do końca odpowiadać. Wszyscy jednak twierdzili, że była znakomita, a moja host mama oddała mi pełną autonomię w kuchni (sama nie przepada za gotowaniem i mówi, że nie umie tego robić-nie miałem jeszcze okazji zewaluować tego stwierdzenia).

     
    A teraz tak jak obiecałem Kanadyjskie wyżywienie:

     
    Śniadanie: Płatki z mlekiem oraz szklanka soku(pomarańczowego z fusami na ogół)
    Lunch : to zależy                 Na mieście :  makaron z  czymś oraz sałatką               
                                                     
    W domu:    kanapka (2-3 szt.) lub kukurydza gotowana (1-2 kolby) lub coś z grilla (bardzo rzadko,  a wtedy na kolację kanapka

    Kolacja: mięso z grilla z gotowaną kukurydzą i jakimś innym gotowanym warzywem (najczęściej),  lub sama kukurydza lub coś innego.
     

    Generalnie spożywa się mało chleba- standardowe opakowanie chleba tostowego   starcza na 1-2 tygodni (jedyne spożywane pieczywo).

    Mięso spożywa się  1 raz dziennie w dowolnej postaci (nie jest to spowodowane ceną, bo kosztuje za 1kg nieraz mniej niż 1kg warzyw).

    Produkty spożywa się w postaci tak jak się je otrzyma ze sklepu, lub z niewielką obróbką. (kukurydzę się gotuje z solą, mięso kładzie na grilla i to jest kolacja).

    Większość produktów(płatki, sosy, soki, mleko ect.) jest modyfikowana, żeby dostarczać więcej minerałów i innych potrzebnych składników oraz mieć mniej tłuszczu.
    Pomimo wydawać by się mogło ubogiej diety czuje się człowiek tu znakomicie, co potwierdzają wyniki badań (dieta kanadyjska zdrowsza od śródziemnomorskiej), a także fakt, że suplementując 30g białka dziennie moje mięśnie odbudowują się błyskawicznie( po 2h jazdy rowerem i 1,5h siłowni następnego dnia nic mnie nie bolało)

    Większość Kanadyjczyków modli się przed posiłkiem na którym jest mięso lub kukurydza.

     
    Jeszcze tylko dwa dni do rozpoczęcia roku szkolnego.

    Z dnia na dzień robi się coraz zimniej. Nawet najstarsi Kanadyjczycy nie pamiętają takiego zimna w sierpniu. Dzisiaj wybrałem się na dwugodzinny trening na rowerze. Rozeznawszy się w kierunkach wiatru zdecydowałem, że jeżeli pojadę Perth Road 119 North nie będę jechał w żadną stronę pod wiatr. Założenie jak najbardziej mylne, bo okazało się, że w międzyczasie wiatr zmienił kierunek i moja droga powrotna była całkowicie pod wiatr. Po powrocie wypiłem kubek zimnego mleka. Kanadyjczycy piją mleko do wszystkiego (prosto z lodówki), nawet do grillowanej wołowiny. Drugim jest ono sprzedawane w przeźroczystych workach o pojemności 1,75l, które trzyma się w dzbanuszku (nasz jest z krówką :P). Pakowane są one po 3 szt.  W torebkę z opisem, wartościami odżywczymi, ect. Taki zestaw kosztuje 3,99 CAD (bez podatku 13%) 3 osobowa rodzina spożywa go w ciągu 1-1,3 dnia, a mleko kartonowane nie występuje w sklepach.  Drugim ulubionym napojem Kanadyjczyków jest woda z filtra Brita trzymana w lodówce w tym urządzeniu. Zresztą nie spożywają oni praktycznie żadnego ciepłego napoju oprócz kawy i jestem przekonany, że nie zmienia się to przy minus dwudziestu :D.  Byłem na kolacji u mojej przyszłej host rodziny. Kevin przybył z Irlandii do Kanady 20 lat temu. Jest szefem kuchni w lokalnej restauracji (jednej z trzech najlepszych :D), było naprawdę smakowicie i po raz pierwszy się najadłem do syta (w złym tego słowa znaczeniu), bo dzięki wspaniałej kanadyjskiej diecie straciłem już 8 funtów, a czuje się świetnie jak nigdy nawet pomimo morderczych treningów, więc musi być bardzo zdrowa.  Jutro opiszę wam menu Kanadyjczyków :D

    Na wstępie chciałem przeprosić wszystkich, którzy dzisiaj rano się obudzili I nie mogli przeczytać przśniadaniu moich najnowszych przygód, ale mam za to dla was niespodziankę….. dzisiaj będziecie mogli przeczytać, co działo się podczas dwóch dni :D  Najciekawszą częścią wczorajszego dnia była wizyta u mojego YEO (opiekuna prawnego). Katherine mieszka na farmie, gdzie hoduje jedynie konie. Ma dwóch synów i córkę, która podjęła się trudnego zadania nauczenia mnie jak się jeździ (sama to zaproponowała). Wracając do tematu po kolacji i załatwieniu wszystkich oficjalnych spraw, a jest ich trochę zająłem się standardową grą w piłkę nożną z chłopakami. Muszę przyznać, że jak na jedenastolatków byli naprawdę dobrzy. Dzisiejszy dzień rozpocząłem od małego joggingu. Niestety zrobiło się strasznie zimno i deszczowo L, więc za wiele nie miałem do później do roboty (moja rodzina bardzo dba o czystość i porządek na co dzień, więc nie ma czegoś takiego jak wielkie sprzątanie). Nie zważając na deszcz i inne pogodowe przeciwności wybrałem się na wycieczkę rowerową. Miałem potrzebę zakupu plastrów na odciski, mam nadzieję, że pomogą. Wszystkim, którzy planują zakupy z działu kosmetyki, leki, ect. Polecam „Shop pers drug store” mają wszystko i zawsze jakieś dobre promocje.  A jak jesteśmy przy rowerach to dorzucę jeszcze moje spostrzeżenie na temat aktywności fizycznej Kanadyjczyków. Uwielbiają oni sport- niewiele jest tutaj osób bardzo otyłych, choć z drugiej strony to należę tutaj do wagi koguciej :D Lecz jeszcze bardziej od sportu uwielbiają swoje samochody, dlatego aby przebiec 3 kółka wokół rzeki przyjadą truckiem (pick-up), zamiast przybiec z domu i zrobić 2 kółka. Byłem też z moją host rodziną w kinie. Wybraliśmy się na Inglorious Basterds. Film o oddziale żydowskim zabijającym Niemców, by Quentin Tarantino. Wg lokalnych recenzentów najlepszy film roku. Byłem zdziwiony, że w ogóle mamy kino w Stratford (wg relacji wielu osób niema). Filmy są wyświetlane bardzo rzadko, a bilety po 9 CAD (w Stanach można trafić nawet po 1,5 USD), ale dobre i to :D. Film nie zawierał w sobie ani odrobiny gustu. Można by było to zrzucić na karb artystycznej ekspresji, gdyby nie fakt, że mówi on, że Hitler został wysadzony w Paryskim kinie przez grupę żydowskich partyzantów, którzy wcześniej przez ponad rok skalpowali w lasach Francji niemieckich żołnierzy. To niebezpieczna ingerencja w historię.  Już tylko parę dni do szkoły :D

    Dziś rano byłem na umówionej wizycie w szkole. Bardzo miły pan w administracji wytłumaczył mi, że niestety, ale z kursów które wybrałem tylko połowa jest oferowana (co ciekawe wybierałem z ich tegorocznego katalogu :D ) i jak to mówią skończyło się rumakowanie :D Mój lekki i przyjemny rozkład lekcji został zamieniony na …. Hmm no właśnie. Jak ujął to Pan z administracji „w szkole jest może jedna osoba o trudniejszym programie, ale nie martw się zawsze możesz się przepisać”. On nie wie jeszcze jak twardy jest polski uczeń :D Ale jak mi się zdaje wy ciągle nie znacie mojego sławnego planu (będzie takim po jutrzejszym spotkaniu Rotary, gdzie moja YEO pochwali się wszystkim co wybrałem) :  Semestr I:                                                    Semestr II: Historia Świata AP                                    Matematyka zaawansowane funkcjeAngielski AP                                               FizykaBiologia AP                                                 Matematyka statystykaAngielski Pisanie                                       Chemia (a miałem się z nią pożegnać po I klasie  :P) AP- Advanced Placement  :
    http://en.wikipedia.org/wiki/Advanced_Placement
       lecz prawdę mówiąc za wiele to tam nie ma.
     Prosto ze szkoły pojechałem do lokalnego Health Unit na szczepienia. Po wejściu do nowoczesnego budynku musiałem umyć ręce (była bramka taka jak w metrze) specjalnym środkiem dezynfekującym. Co ciekawe osoby kaszlące lub przeziębione musiały pobrać z dyspensera i założyć maseczkę ochronną.  Wypełniłem kwestionariusz i usiadłem w poczekalni. Tutaj personel nie nosi ubrań szpitalnych, więc ciężko jest rozpoznać, kto jest pracownikiem.  Wypełniłem kolejną ankietę o uczuleniach,  zaburzeniach i czy jestem obecnie na coś chory (to w zastępstwie badania lekarskiego) i dostałem swoją igłę.  Podobno za 5 dni powinienem mieć wysoką temperaturę i dreszcze, ale mogę też na przykład dostać opuchlizny jak przy śwince. Już nie mogę się tego doczekać :D Najmilsza niespodzianka spotkała mnie jednak przy wyjściu, gdzie dowiedziałem się, że szczepienia ochronne są bezpłatne ( różnie to bywa po tej stronie oceanu, a ubezpieczenie tego nie pokrywa).  Na zakończenie dzisiejszego dnia miałem trening smoczych łódek. Prawdę mówiąc nie podobało mi się to wcale. Nawet się nie zmęczyłem, ale to w sumie nic dziwnego licząc, że obok mnie siedziała piętnastolatka z rękami jak trzcinki :D Mam nadzieję, że damy radę w dniu zawodów :D

    Dzisiejszy dzień rozpoczął się o 6:30, bon a 7 musiałem być na spotkaniu Rotary. Moja host mama została odznaczona na nim medalem Paula Harrisa (najwyższym odznaczeniem) za zasługi na rzecz Rotary International. Ze spotkania wracałem Ferrari 308 GTS cabrio z roku 83. Było cudownie, a mam obiecaną przejażdżkę testarosą, która jak twierdzi właścicielka obu maszyn brzmi jeszcze piękniej :D Standardowo odbyłem trening, a potem zwiedzałem szkołę z Ellen (starszą siostrą Laury, która wyjeżdża w przyszłym roku na wymianę do Europy, ale jeszcze nie wie gdzie- może do Polski :D) Zjedliśmy kolację i razem z jej bratem (12lat ) graliśmy w WII. A jutro czeka mnie pierwsza wizyta w tutejszej służbie zdrowia.


    • RSS