lukisincanada blog

    Twój nowy blog

    :D

    1 komentarz

    Mając chwilę czasu przed południem doprowadziłem rower do porządku, a przynajmniej tak mi się wydawało. Odbyłem standardowy trening, a w  drodze do domu okazało się, że droga hamowania wynosi ponad 100m :D:D:D 

    Wieczorem odbyłem nieoficjalne spotkanie w barze (spokojnie piłem wodę mineralną) z zarządcą lokalnego hrabstwa (tłumaczenie z ang.). Było naprawdę fajnie. Najciekawsza była jednak jej Mazda z rejestrację samochodową ze znaczkiem Rotary i numerem rejestracyjnym 6630 :D

    .A i nareszcie udało mi się kupić aparat (będzie tu za parę dni, więc nareszcie będę mógł uraczyć was jakimiś poruszonymi zdjęciami :P

    Dzisiejszy dzień rozpocząłem standardową miseczką Kellogsów :D Moja rodzina należy do Memorial Baptist Church, więc udałem się z nimi do kościoła baptystów. Muszę przyznać, że nigdy nie uczestniczyłem w ich liturgii i obawiałem się, że nie będę wiedział, jak się zachować. Okazało się, że trafiliśmy na zakończenie tygodniowego kursu biblijnego dla dzieci. Co mnie zaskoczyło??? Brało w nim udział 142 dzieci, przez te pięć dni opiekowało się nimi bezpośrednio 70 osób (nie wszyscy w jednym czasie, ale co najmniej 30 osób na raz.) Wiele z nich brało urlop w pracy, żeby pomóc. W całe przedsięwzięcie zaangażowanych było ponad 120 osób. W piątek odbył się festyn (pisałem o tym}, w którym udział wzieło ponad 1400 osób. 110 wyraziło chęć bliższego zapoznania się z wiarą chrześcijańską.  Jak uda mi się zdobyć to zamieszczę parę zdjęć, żeby pokazać ogrom pracy włożonej w to przedsięwzięcie. Ale wracając do tematu. W miejscu modlitwy nie było ołtarza. Pastor ubrany był w taki sam zielony T-shirt jak wszyscy którzy brali udział w tygodniu biblijnym. Z okazji pogrzebu przytoczył cytaty z biblii wyjaśniające sens śmierci, co muszę przyznać było bardziej pouczające niż wszystko co do tej pory słyszałem- nareszcie osąd Pisma został pozostawiony mojej osobie z lekkim nakierowaniem na co powinienem zwrócić uwagę(generalnie są dobrzy w piśmie). Następnie były nauki dla dzieci. Co ciekawe nie bajeczki w stylu :”bądźcie dobrzy, bo jak nie to was Bozia pokara”. Baptyści wierzą, że jedynie sławiąc Boga zyskają odkupienie, dlatego dzieci uczono jak ważne jest przekazywanie informacji o Bogu innym ludziom. Po drodze odbyło się parę modlitw ( coś na kształt podziękowań za to co dobrego działo się w parafii, żadnych formułek). Następnie większość osób poszła na dwór zjeść przyniesiony ze sobą lunch.  Cała modlitwa trwała ok. 2h, ale było to niesamowite przeżycie. Bóg był naprawdę blisko (przynajmniej taki jakiego sobie wyobrażałem wcześniej) , a jeżeli ktoś chce posłuchać jakiej muzyki używano do modlitwy niech wpisze w youtube.com : God Rocks (trochę inne klimaty niż Polska muzyka kościelna).  Odkrycie nr2. Kanadyjczycy uwielbiają jeść na mieście nawet jeżeli nie ma to sensu. Po kościele ok. 11.50 poszliśmy do restauracji (coś bardziej na kształt Fast foods), żeby zjeść……….. śniadanie :D:D:D Muszę przyznać mieli tam wyśmienitą Cesar Salad :D Odwiedziłem jeszcze dzisiaj mojego counselora. Miałem tylko pożyczyć rower, a skończyło się na ponad godzinnej pogawędce. Jest naprawdę miły i jadę z nim na ryby podczas długiego weekendu (4,5,6,7,8 września)na wyspę do ich chatki :D A jest również szansa, że zabiorę się z nimi do ich domku na Florydzie jak będą jechali :D (to koniec listopada/grudzień). A pozatym czeka mnie dużo pracy bo w zimie trzymają rowery na podwórku, a szkoda bo dobry sprzęt to był L

    Dzisiaj byłem na tradycyjnym kanadyjskim bazarze. Kto z was kupiłby funta ziemniaków za 3 CAD (ok. 8,40zł ) albo morele po 4CAD za funta.  Z drugiej strony patrząc wszystko wyglądało tak świeżo i naturalnie. Z tego co zauważyłem w Kanadzie nie pryska się przeciwko chwastom, nieraz pole zboża jest w połowie żółte , a w połowie zielone. Następnie zrobiłem kruche ciasteczka z cukrem,  wszyscy nie mogli się nadziwić, że nie były z torebki :D   Udało mi się także zagrać pierwszy mecz : byłem na boisku, kiedy przybyła dziewczęca drużyna z Grade 7 (nasza pierwsza gimnazjum) z rodzicami, żeby zagrać mecz. Dołączyłem do nich i muszę przyznać, że grali naprawdę nieźle, a co ważniejsze brat jednego z nich gra w lokalnej drużynie. Chcą żebym dołączył od następnego sezonu :D

    Ponieważ obawiam się, że nie dam rady nadrobić zaległości pozwólcie drodzy czytelnicy, że zadowolę was krótką listą rzeczy, które się działy. Zanim jednak zaczniecie się cieszyć, to muszę was uprzedzić, że od tej pory będę pisał regularnie :D  Poniedziałek ciąg dalszy:-Wizyta w szkole-Poznałem swojego YEO-zakupy z  Mariana i Etnie-pierwsza wizyta na lokalnym boisku-wizyta u Rotarian-dużo dużo spania Wtorek:-Spotkanie porannego klubu Rotary 07:00 AM-Wyrobiłem kartę biblioteczną i członkowską w YMCA  (maja super siłownie i basen )-Wizyta w domu spokojnej starości w Listowel, zjedliśmy tam lunch, który miał być w europejskim stylu, ale tutaj wszystko smakuje inaczej :( -Pierwszy trening na siłce publicznej :D (maja nawet saunę )- Pojechaliśmy na spektakl „Hockey Mom. Hockey dad” do Boyth Środa:-Nie chcieli  mi otworzyć rachunku w Scotiabanku, ale dali za to oficjalne pismo z odmową, na które musiałem czekać pół godziny???-W Kitchener nabyłem telefon.-Trening i wczesne spanie :D  Czwartek:- Spotkanie na lunch w drugim klubie Rotary-Trening-Wizyta w teatrze w  na musicalu Evita (Eva Peron) było niesamowicie I powracam do narracji na bieżąco :D  Dzisiaj mieliśmy robić z Carol ciasteczka na pogrzeb  19-letniego chłopaka, który zmarł na raka. Był kapitanem szkolnej drużyny siatkówki. Niestety Carol miała w tym czasie wizytę u lekarza więc pojechałem z Kenem przywieźć ich troje wnucząt z Mitchel. Będą w Stratford do popołudnia w sobotę. Są naprawdę miłe, choć strasznie hałaśliwe. Zjedliśmy lunch w Boston Pizza- mają tam pyszne spaghetti z frutti di Mare :D Później odbyłem standardowy 3 godzinny trening (niestety lokalna drużyna kończy jutro sezon i nie będą trenować, aż do wiosny :( ) Ledwo co żywy wróciłem do domu, lecz nie było mi dane odpocząć. Dowiedziałem się, że na lokalnym festynie można spotkać Feli (muszę sprawdzić pisownię)- dziewczynę, która była rok w Niemczech na wymianie, a teraz będzie chodziła do Grade 11 w Central.  Był to festyn religijny dla dzieci organizowany przez lokalny kościół baptystów. Co dziwne ludzi było tyle, że ciężko było się przecisnąć, a teren był ogromny. 

    Jak pewnie zauważyliście po braku nowych wpisów jestem bardzo zajęty, dlatego tym bardziej cieszę się, że znalazłem chwilkę, żeby podzielić się moimi dalszymi dziejami.  Już podczas lądowania na lotnisku Pearson Intl pojawiły się u mnie pierwsze obawy. Ten budynek to nie Okęcie czy Dusseldorf, ciągnie się kilometrami I ma pewnie ogromną liczbę terminali. Na pewno będę miał problem ze znalezieniem mojej host rodziny. Zaraz po wyjściu z samolotu, odbyła się pierwsza kontrola. Sprawdzali paszporty I cel wizyty. Byli bardzo przyjaźni, na fakt, że będę się tu uczył odpowiedzieli: „ Good to you”. Będę to zresztą jeszcze słyszał od większości nowo poznanych osób. Po przejściu paru kroków napotkałem kolejny dylemat., Użyć normalnego taśmociągu, czy tego o nazwie speedway (nie wiedziałem, dokąd prowadzą). Postanowiłem zaryzykować I wybrałem szybszy sposób poruszania się. Była niezła jazda prosto pod bramki kontroli wizowej. Tam hindus w turbanie skierował mnie do kontroli imigracyjnej. W pierwszej chwili myślałem, że jest uprzedzony, jednakże potem dowiedziałem się, że tylko tam mogą wystawić właściwą wizę. Tak więc po odpowiedzeniu na kilka pytań I otrzymaniu pozwolenia A4 :P zostałem oficjalnie wpuszczony na terytorium Kanady. Niestety jedna z moich walizek nie otrzymała takiej szansy. Przypuszczam, że posądzili ją o chęć nielegalnego podjęcia pracy :D Załatwienie niezbędnych formalności z tym związanych zajęło mi ponad godzinę. Najważniejsze to nie być w kłopocie samemu, więc dodano mi do towarzystwa ok 20 Polaków z tego samego lotu. Jedna rodzina przyleciała na 2 tygodnie I stracili wszystkie 4 walizki. Na szczęście jak się potem okaże nie na długo. Pani w okienku wyjaśniła, że bagaż z powodu braku miejsca w luku pozostał w Dusseldorfie I doleci następnym lotem. Swoją drogą Lufthansa jest szczególnie dobra w gnębieniu naszych rodaków, bo nie dość, że biją to jeszcze ze 100% pewnością potrafią określić, który bagaż jest drugiej kategorii. Była 16: 10 (wylądowałem o 14: 40), miałem nadzieję, że się nie rozmyślili. Jak się okazało na szczęście nie :D  Udaliśmy się na parking, gdzie odszukaliśmy terenowego Pontiaca I wyruszyliśmy w drogę. Muszę przyznać, że autostrady mają tu dziurawe, ale co dziwne nikt nie narzeka. Po drodze dowiedziałem się, że Carol- moja host mama I Ken, (który został w domu) – host tata prowadzili kiedyś gospodarstwo. Potem Carol zajęła się polityką, była członkiem czegoś na kształt rady powiatu. Pomagała kobietom z rodzin rolniczych zakładać swoje własne przedsiębiorstwa (ma na kącie ponad 500 założonych firm) I otrzymała za to nagrodę prowincji za wkład w rozwój lokalnej społeczności. Jechała z nami także Mariana, która jest wymieńcem z Argentyny. Jeszcze podczas drogi zadzwonił Etnie (mam nadzieję, że poprawnie napisałem) z zaproszeniem na kolację. Jak się później dowiedziałem Etnie I Margi są host rodzicami Mariany, a Carol jest jej YEO (jest odpowiedzialna za jej sprawy prawne).  Na kolacji poznałem również Karola I Thomasa (synowie Etnie I Margi) oraz Queenie małego pieska, który uwielbia lizać ludzi po nogach. Zjedliśmy prawdziwe grillowane burger I już przymierzaliśmy się do deseru, kiedy odwiedziło nas jeszcze małżeństwo Rotarian z porannego klubu. Zapomniałem napisać, że tutaj znajomi odwiedzają się non-stop I to bez zapowiedzi :D.  Ten dzień mnie wykończył, byłem przecież ponad 27 godzin na nogach.  Następnego dnia wstałem o 7:00 zjadłem tradycyjne Kellogs’y  I udałem się z Carol I Kenem na zwiedzanie miasta. Carol I Ken są już na emeryturze, ale nie zaprzestali aktywnego życia. Są wolontariuszami w Banku Żywności, lokalnym Kościele Baptystów oraz porannym klubie Rotary. W Stratford są dwa kluby poranny i w porze lunchu. Jest to bardzo rzadko spotykane. Ale wracając do tematu. Pomogłem Kenowi w wybieraniu żywności pozostawionej w koszach ustawionych w każdym markecie, którą następnie zawieźliśmy do banku. Carol pokazała mi jak on funkcjonuje. Muszę przyznać, że jest bardzo zbiurokratyzowany. Następnie pojechaliśmy po Mariane. Niestety po drodze zaczęło padać, więc pojechaliśmy na lunch do Crabby Josa. Zjedliśmy tam spaghetti z krewetkami-mają tu wspaniałe wielkie krewetki :D Następnie Ken stwierdził, że jest zmęczony, więc powrócił z Carol do domu, a ja z Mariana pozostaliśmy zwiedzać centrum miasta. Zobaczenie wszystkiego nie zajęło wiele czasu, więc wkrótce pomaszerowaliśmy w kierunku jej domu. Na miejscu był Etnie, który sprzedaje fundusze inwestycyjne, więc pogadaliśmy o gospodarce zajadając przepyszne lody.   

    Nareszcie udało mi się wygospodarować chwilkę, żeby podzielić się z wami pierwszymi dniami na innym kontynencie :D

    Moja opowieść zaczyna się w małym pod Warszawskim miasteczku. To tam 16 Sierpnia Roku Pańskiego 2009 zapakowałem walizki do auta, żeby wyruszyć ponad nieznanymi wodami Atlantyku na jego drugi brzeg. Chociaż latanie nie było mi obce, to muszę przyznać, że obie części mojej podróży były zupełnie nowym przeżyciem. Najpierw z Warszawy do Dusseldorfu leciałem klaustrofobicznie małym Bombardierem CJ-700 z 80 osobami na pokładzie i brakiem miejsca dla mojej walizki, ale o tym później. Przesiadka odbyła się sprawnie (musiałem czekać ok 40 minut na boarding, wiec nie mam na co narzekać). Samolot do Toronto był całkowicie wyremontowanym Airbusem A340-300. Każdy fotel miał własny ekran, na którym można było oglądać filmy (12 do wyboru). Ja obejrzałem Szybko i Wściekle i już przymierzałem się do włączenia Star Treka, kiedy usłyszałem: „podano do stołu”- tj. „Mechten sie gern henchen oder pasta „:D  Jako zagorzały obrońca zwierząt nie mogłem pozwolić, żeby kurczak męczył się pod tą grubą folią aluminiową , wiec skróciłem mu męki.  Na zakończenie puściłem sobie Hanah Montana The movie – jedyny film po polsku i zjadłem przyniesioną kanapkę z szynką. Generalnie podróż była bardzo przyjemna, a szczególnie chwalę sobie pomysł wzięcia ręczniczka, kosmetyczki i koszuli na pokład, co prawda jak szedłem się odświeżyć ludzie patrzyli na mnie jakby chcieli powiedzieć :”Hiere gibt keine Dusche”, ale za to ja byłem czysty, oni nie. Więcej napiszę wkrótce.


    • RSS